wtorek, 25 grudnia 2012

http://niallcarlos.blogspot.com/ - mój nowy blog. Piszę o swoim życiu, jakie mam w Polsce. Postanowiłem zakończyć tego bloga, aby na nowo zacząć nowe życie w Polsce, nie wracając do przeszłości. Piszę pod pseudonimem. Pozdrawiam

poniedziałek, 26 listopada 2012

Mam smutną wiadomość.

Witajcie !. mam niezwykle złą wiadomość. Blog zostanie zamknięty już na stałe. Stało się coś co odmieniło moje życie i nie jestem w stanie pisać dalej bloga. No, ale to nie koniec. Paul nie przyleciał do Polski i nie przyleci z przyczyn osobistych. Ja natomiast muszę zająć się swoim życiem. Koniec z blogiem, nie chcę wracać do tego co było i tęsknić za tym, bo to już nie wróci. Mieszkam teraz tutaj w Polsce na Lubelszczyźnie i chcę zacząć od nowa swoje życie, zupełnie normalne. Dziękuję wszystkim, co byli ze mną ! Pozdrawiam. na bloga już nie wejdę. ale zawsze możecie napisac do mnie na e-maila:
natan.czarnota@gmail.com
3majcie się !

wtorek, 20 listopada 2012

Powrót do Polski :)

Wybaczcie, ze tyle nie pisałem, ale nie miałem w ogóle czasu. Popisałem jedynie z ludźmi za pomocą gg, które mam w telefonie. Otóż w ten czwartek wróciłem do Polski. Wpadłem na inny pomysł. Szkoda mimo wszystko.. było mi rzucać te studia. Rodzice mi je opłacili, a ja tak poprostu miałbym z nich zrezygnować. Moje życie.. powinno polegać nie tylko na przyjemnościach i na tym, na co ja mam ochotę. Powinienem się liczyć z innych uczuciami. Na pewno rodzicom byłoby przykro, gdybym uciekł do Nowego Jorku. Tak się nie stanie. W czwartek przed północą byłem już w domu. A w piątek z rana pojechałem do Lublina na uczelnię. Cały weekend miałem zapracowany. Poznałem zbyt fajnych ludzi tam, aby to wszystko zostawić. Teraz w czwartek wieczorem planujemy iść gromadką na łyżwy. Będzie fajnie :) No i będzie z nami Paul  ! :)

Nad ranem w czwartek wyjeżdżam sam do warszawy, a stamtąd odbiorę Paula. Po południu będziemy już w domu u mnie. Rozpakuje się, zje coś i wieczorem pojedziemy do Lublina. Paul pozna moich nowych znajomych. Będzie fajnie :). Zacznie on tutaj studia w Lublinie. Narazie będzie mieszkać z nami, ale prawdopodobnie dostanie.. pokój w akademiku w Lublinie. Mu bardziej ta opcja się opłaca, ponieważ ja mam zniżki na bilety, a on nie. Wydałby tyle pieniędzy na dojazd. Bedzie studiować na mojej uczelni. Razem w czwartek przed łyżwami doniesiemy papiery jego. Moja mama prawie wszystko załatwiła. Ja jestem zadowolony. Paul też. Pracy nie dostał w Nowym Jorku, a to przeze mnie :D bo chciał mnie wkręcić. Szefowie zaczaili że coś kombinujemy i im to się nie spodobało. On i tak siedział w domu. Dojedzie dopiero w czwartek, ponieważ musiał czekać na powrót rodziców z delegacji. Ich i tak prawie nigdy w domu nie ma, więc cieszą się, że chociaż ich syn.. nie będzie sam siedzieć w domu. Teraz on ma mnie ;) Będzie już drugi raz w Polsce, ale pierwszy raz w moim miasteczku i nowym domu :) ciekaw jestem jego reakcji.

Dzisiaj cały dzień siedzę w domu :) Nie miałem kiedy odpocząć po podróży, bo na weekend miałem szkołę, więc wczoraj spałem do południa i dzisiaj też, zmęczenie już mi mija. Jutro może gdzieś się wybiorę, bo nie chcę siedzieć w domu:) Kupiłem w NY sobie nowe ubrania, więc chyba pora.. gdzieś wśród ludzi wyjść. Szkoda, że z mojego miasteczka nikogo nie znam. Wyszedłbym z kimś na spacer. Zapowiada się ciekawy tydzień. :) Zobaczymy co z tego będzie. A na blogu osobiście bedę wprowadzać zmiany. Jeżeli chcecie, abym polecał wasze blogi, to piszcie je w komentarzach ! Uciekam :) muszę się w końcu ubrac ^^ miłego popołudnia !

niedziela, 4 listopada 2012

Piszę z Nowego Jorku !

Piszę na szybkiego, ponieważ zaraz z Paulem lecimy na miasto :) Oczywiście wszystkie pozdrowienia mu przekazałem. Jestem zadowolony, że tutaj wróciłem. Znowu odżyłem. Podróż była bardzo przyjemna. Cały czas słuchałem muzyki i moje wspomnienia ożyły, a zwłaszcza moja pierwsza podróż do Nowego Jorku. Nie mogę aż uwierzyć, że tutaj już nie mieszkam. Wiele się zmieniło, a przede wszystkim ja już nie jestem tym samym człowiekiem, jak kilka lat temu.

W momencie, gdy doleciałem do USA, poszedłem do baru, ponieważ okazało się, że Paul z mamą spóźnią się. Mieli przyjechać po mnie, ale były gigantyczne korki, tym bardziej, że jeszcze wiele ulic, po huraganie było nieprzejezdnych. Posiedziałem sobie tam na komputerze w kafejce, oraz zjadłem ciepły posiłek. Czekałem ponad 2 godziny. Sam umiałbym dojechać, ale nie chciałem już nic kręcić, skoro obiecali, że przyjadą to już wolałem poczekać. Miałem trochę bagażu. Ale chociaż trochę odpocząłem po podróży. Gdy podjechał Paul to nie mogliśmy się nagadać, ciągle opowiadaliśmy co się działo przez ten długi czas, jak się nie widzieliśmy. Gadaliśmy całą drogę do jego domu. Jego mama wypytywała się też mnie wielu rzeczy. Gdy dojechaliśmy, to zjedliśmy pyszny obiad, który zrobił tato Paula. Później dowiedziałem się, że idziemy wieczorem na imprezę do naszego dawnego przyjaciela (nie pisałem o nim zbyt wiele, ponieważ nie lubił Marcina, dlatego spędzał z nami czas tylko wtedy, gdy go nie było) Wiec.. zbyt dużo ciekawych wspomnień z nim nie mamy) Wszystko się zmieniło na imprezie. Byli sami bliscy znajomi. Przeprosiłem ich wszystkich, że podczas ostatnich dni.. mojego pobytu w NY odizolowałem się od nich. Ale miałem problemy... sami zresztą wiecie. Piliśmy bardzo dużo :D ja oczywiście się nie upiłem, ale Paul tak hehe. Działo się bardzo dużo, powspominaliśmy, pośpiewaliśmy i potańczyliśmy. Było z 20 osób. Po tym wszystkim wróciliśmy do domu metrem. Ja i Alex, u którego odbyła się impreza.. dociągnęliśmy ledwo co Paula do dom. We 3 zostaliśmy już razem. Nie chcieliśmy Alexa puszczać samego do domu. Było bardzo późno, okolice 3 nad ranem. Wtedy miasto jest niebezpieczne.

Paul zasnął, a ja z Alexem rozmawialiśmy bardzo długo. Wspominaliśmy jak się poznaliśmy. Żałował, że nie spędzał z nami więcej czasu, ale nie darzył sympatią Marcina. Nie będę pisać o co poszło między nimi, ponieważ nie wypada. No, ale trochę się działo. Zapytał się mnie, czy chciałbym, abyśmy się od nowa zaprzyjaźnili. Zgodziłem się. Poznałem go w szkole, jak malowaliśmy mur, w ramach prac społecznych za to, że uciekaliśmy z zajęć. Bardzo sympatyczny człowiek. Rano zjedliśmy śniadanie i odprowadziliśmy go pod metro. Paul był wykończony :D a ja sobie siedziałem na komputerze. Gdy doszedł do siebie, to zaczęliśmy gotować obiad dla nas i jego rodziców, którzy wieczorem mieli wyjechać. Prawie cały dzień siedzieliśmy w domu. Byliśmy na mieście na zakupach, ale pogoda nie dopisała, więc szybko wróciliśmy. Wieczorem przyszedł Alex z dziewczyną i zaczęliśmy grać w różne gry. Mieliśmy zanieść cv do pracy, ale ja już byłem zmęczony. Dzisiaj wszystko załatwimy. On za tydzień zaczyna pracę i chce mnie tam wkręcić. :D Teraz ma szkolenia hehe, na które praktycznie nie chodzi. Ma dzisiaj mieć po 16, wtedy poczekam na niego na mieście z znajomymi. Mamy plan :D hehe. wszystko już ustaliliśmy. A wieczorem my zaprosimy do mojego przyjaciela - Paula wszystkich znajomych. Będziemy oglądać filmy i rozmawiać. Kupimy dużo picia, słodyczy :D Teraz muszę uciekać. Czeka na mnie pizza, i uciekamy w wielki świat:) 3majcie się !

czwartek, 1 listopada 2012

Jutro mam lot do Nowego Jorku :)

Witajcie. Piszę, ponieważ.. jakoś dzisiejszego dnia złapałem doła. Nic mi się nie chcę. Wstałem dzisiaj dosyć późno, zjadłem i się przyszykowałem. Ale.. sporo leżałem. Myślałem.. o tych wszystkich ludziach, którzy ode mnie odeszli i zastanawiałem się, skąd wziąłem tyle siły na to wszystko. Teraz po tak długim czasie.. tak naprawdę doszło do mnie ile ja w życiu straciłem. Straciłem całe swoje życie, które teraz zaczynam zupełnie od nowa. Jakoś nie umiem pozbyć się tych myśli.

Po południu pojechaliśmy z rodzicami na cmentarze. Najpierw do miejscowości, gdzie mieszkał mój tato, a później w strony mojej mamy. Miałem mieszane uczucia. Większość krewnych, prawie wszystkich, którzy zostali pochowani na cmentarzu nawet nie znałem. Za to przypomniało mi się jak zginęli moi znajomi w wypadku samochodowym. Do tej pory wspominam tą całą trójkę. A moje serce nadal tęskni za Laną. Bój powrócił, dlatego ja tez nie lubię świąt. Dzieję się tak za każdym razem. Czy to Wigilia, czy Wielkanoc. Zawsze brakuje mi mojej cząstki. Zamiast się cieszyć.. że jestem z całą rodziną... to ja mam ochotę wtedy zniknąć na jakiś czas. Nie wiem czemu, ale to właśnie w tych momentach najbardziej brakuje mi tych wszystkich ludzi. Chyba tak już pozostanie. Widząc na cmentarzu.. te znicze.. po zmroku.. Zabrakło mi aż Nowego Jorku.

Pociesza mnie bardzo fakt, że się rozerwie. Jutro po południu mam lot do USA. Jestem już spakowany, robiłem to kilka dni. Zostanę tam na miesiąc, a z lotnika odbierze mnie Paul z jego mamą. I potem się zacznie... :) Mam zamiar odwiedzić wszystkich znajomych. Podczas ostatnich dni.. w Nowym Jorku, przed przeprowadzką do Polski.. zaniedbałem ich. Odciąłem się od wszystkich. Zamieszkałbym w swoim domu, ale.. wynajmujemy go małżeństwu. Więc.. zostanę u Paula. Zresztą i tak będziemy cały czas spędzać razem. Poza tym odwiedzę tam nagrobki moich przyjaciół.

Jutro rodzice odwiozą mnie u mnie w miasteczku na dworzec PKP, a ja centralnie prosto zajadę pociągiem do Lublina, gdzie będę mieć przesiadkę do Warszawy. Trochę poczekam na dworcu, ale założę słuchawki na uszy.. i będę słuchać muzyki. W warszawie będę też dużo wcześniej, ale pochodzę sobie.. po centrum, trochę pozwiedzam. Może nie wiele.. ale z pewnością wstąpię do Złotych Tarasów. W końcu znajdują się one obok dworca kolejowego. A tam zobaczymy :) z pewnością powinienem być wcześniej i tak też zrobię. Więc kupię prezenty dla znajomych i chyba udam się na lotnisko. Liczę, że będzie fajnie. Ostatni okres.. był trochę stresujący i męczący. Zwłaszcza te studia :) jestem bardzo zaskoczony i zadowolony z nich, ale trochę wysiłku musiałem w nie włożyć. Teraz muszę kończyć, zjem kolację zaraz :) bo jestem na diecie i po 19 już nic nie jem :) no.. i pójdę spać. Muszę rano bardzo wstać. Więc na pewno napiszę niedługo ! :) a wy 3majcie kciuki za udaną podróż.

wtorek, 30 października 2012

Powracam do Nowego Jorku! :)

Tak długo już nie pisałem, że męczycie mnie już o kolejną notkę hehe :) fajnie wiedzieć, ze ktoś na nie oczekuję. Ostatnio u mnie trochę się dzieje. Na studiach jest fajnie, ale nie rozumiem wielu rzeczy, nigdy nie interesowałem się miernikami :D mam tutaj wiele przedmiotów całkiem mi obcych hehe. Liczę na to, że jakoś wytrwam na studiach. W związku z faktem, że teraz miałem zjazdy co tydzień, to teraz mam sporo czasu wolnego, ponad miesiąc.

Ludzie na studiach są bardzo mili, jednak już zaczyna się popisywanie, kombinowanie :P Mam dwóch kumpli i trzyma z nami dziewczyna, bardzo ładna, a oni tak za nią latają. Robią wszystko, aby tylko obok niej usiąść na wykładach. I zaczynają kombinować, a ja tego nie lubię hehe :) Ostatnio zaczęli inni z nami trzymać, dosiadać się do nas itp. fajnie, bo można poznać tych ludzi lepiej.

Ostatnio napisałem do Paula e-maila. Wyjaśniłem mu wszystko. Byłem zaskoczony, że mnie zrozumiał :) ale jest mu smutno, że jest tam sam. No.. i piszemy codziennie wiadomości sobie. Założyłem nawet konto na skypie, aby móc rozmawiać przez internet swobodnie. Mam zamiar kupić sobie kamerkę internetową. Ale jak narazie to będzie nie potrzebne. Na ten wolny okres od szkoły uciekam do Nowego Jorku. Planuję zostać tam do końca wolnego okresu. Paul tak mnie męczył, że w końcu się zgodziłem. Trochę czuję się głupio, bo rodzice widzą, jak się dobrze bawię, a ja już dawno powinienem znaleźć sobie pracę. Teraz to i tak muszę poczekać z wyjazdem, ponieważ w Nowym Jorku.. pogoda jest tragiczna. Paul tam.. znalazł dla siebie pracę i mnie wkręci, będziemy pracować w metrze w barze :)  Fajnie, bo będziemy cały czas spędzać razem. Zamieszkam u niego. Jego rodzice i tak wyjeżdżają teraz służbowo. Chciałbym, aby on ze mną do Polski wrócił i zaczął studia.. po angielsku. Można tak :) no, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Mamy tyle w planach.

Ostatnio umieściłem na Facebooku zdjęcie, ale je usunąłem. Zastanawiam się, czy wam się ujawnić. Myślę, że mógłbym na trochę udostępnić swoje zdjęcie hehe, czekam na wasze komentarze. Wiec.. od jutra.. zaczynam pakowanie i czekam, aż pogoda tam się ustabilizuje. Teraz musze uciekać, jestem głodny. 3majcie się.

wtorek, 23 października 2012

Po powrocie do Polski - moje spostrzeżenia.

W Polsce jestem już kilka tygodni. Od nowa.. uczę się tutaj żyć. Stare wspomnienia powracają, ale także pojawiają się również te nowe. Obecnie mamy jesień. Kiedyś za nią nie przepadałem, ale z czasem wszystko się zmienia. Kilka lat temu, przed wyjazdem do Nowego Jorku.. podczas tej pory roku.. wyciszałem się, często popadałem w przemęczenie, depresję. Nie miałem ochoty nic robić. No, ale teraz cieszę się tym co mam. Cieszę się każdą chwilą, ponieważ życie nauczyło mnie, że w każdej chwili wszystko może się stać, wszystko możemy stracić. Do starego życia.. nie chciałbym już powrócić, jakie kiedyś prowadziłem tutaj. Tamten dział został zamknięty ostatecznie.

Jednak do okresu, kiedy mieszkałem w Stanach.. wracam bardzo chętnie. Działo się wiele różnych rzeczy, ale to właśnie to wszystko ukształtowało mój charakter. Teraz jestem tutaj z wami :) wiele ludzi.. już nie czyta bloga, ponieważ.. kogo by interesowało życie w Polsce, przecież każdy może o nim pisać. No, coś w tym jest. Ale ja polubiłem pisać, ten blog sprawia mi przyjemność. Dzięki niemu poznałem wielu ludzi i nauczyłem sobie radzić z emocjami.

W tym tygodniu miałem 2 zjazd :) za tydzień mam kolejny. Piątek, sobota, niedziela, jestem praktycznie nieobecny. Jedynie na tygodniu mam więcej czasu. Tak to wszystko szybko leci. Myślałem, że małe miasteczko, to czas będzie wolniej płynął, ale się pomyliłem :) ale.. to tylko dlatego, że o 17 jest już ciemno. Człowiek dopiero co się obudził, a to zaraz już ciemno na dworze hehe. No a ja pracy wciąż nie mam. Podczas tych zjazdów poznałem wiele ludzi, których znam tak krótko, a mam wrażenie, że już wcześniej się znaliśmy. Tak dobrze się dogadujemy. Mam swoją paczkę a w niej piękna dziewczynę :) na szczęście trzyma z nami, bo każdy zabiega o jej względy hehe.

Napisał do mnie w tym tygodniu Paul. Dostałem od niego e-maila. W końcu się odezwał. Byłem zaskoczony tym, co mi napisał. Przez to trochę żałuje, że tak szybko odjechałem z Nowego Jorku. Napisał, że musiał zostać w Brazylii, ponieważ jego dziadkowie mieli wypadek. Musieli zostać. Załatwić wszystkie formalności. Musieli zaopiekować się ich domem, ponieważ mają wielką posiadłość. Po wyjściu ze szpitala.. jeszcze się nimi opiekowali. Ma młodych dziadków, są dopiero po 60. Po tym jak jego rodzina straciła Lane, to stali się wszyscy wobec siebie opiekuńczy. Ale nie dziwie się im. Napisał mi, że gdy wrócili do Nowego Jorku, to że był w szoku, że nikogo u nas nie zastał. Tego dnia co przyjechał, to był z 6 raz u nas w domu. Później, gdy wieczorem znowu przyszedł, to zastał inną rodzinę, która wyjaśniła mu, że my wyjechaliśmy do Polski. Napisał, że był zły na mnie, że go zostawiłem. Został teraz tam sam. Dla mnie poświęcił innych znajomych, dla naszej przyjaźni. Jest mi głupio. Jeszcze mu nie odpisałem. Nie wiem co napisać. Prawdę ? że jest mi tutaj dobrze, że mam nowych przyjaciół ? czy jak. Kurcze.. Życie jest zbyt skomplikowane. Nie chcę, aby był na mnie zły. Piszę, że znalazł pracę, ale że poza tym nic nie robi. Siedzi ciągle w domu przed telewizorem. W sumie, to ja na tygodniu tez nigdzie nie wychodzę, bo nie mam tutaj do kogo. Nie znam ludzi. Nawet głupio mi do sklepu wyjść, bo się na mnie każdy gapi. Wiem, że pewnie zastanawiają się.. gdzie ja się ubieram :D bo nie noszę bluz, czy zwykłych dresów. hehe. mam swój styl, podobnie jak każdy w Nowym Jorku. O jacie :D tutaj jeszcze nawet nie byłem na zakupach. Ale i tak będę musiał to zmienić, bo nie mam butów na zimę. Nie mogę się doczekać zimy :D nie wiem czemu hehe. pewnie później będe tego żałowac. Teraz uciekam na śniadanie. 3majcie się.

poniedziałek, 15 października 2012

Zostałem studentem :)

Tak jak wczoraj pisałem na Facebooku, dodaję dzisiaj notkę. Miałem napisać wcześniej, ale naprawdę nie miałem kiedy. Do domu wracałem w okolicach 23, a gdzie tu się umyć i coś zjeść hehe, brakowało czasu na cokolwiek. W czwartek miałem spotkanie ze studentami, ode mnie ze studiów, ale jak pisałem przyszło tylko 2 chłopaków, jeden z nich w piątek miał dojść w trakcie wykładów, a z drugim umówiłem się.. przed wykładami, aby razem pójść na uczelnie. Zawsze to raźniej z kimś. Na nas czekała.. jeszcze jedna dziewczyna, z którą kolega zgadał się przez Facebooka. No i zaczęło się. Zostałem studentem :) Z kolegą o imieniu Rafał i Elą.. trzymaliśmy się razem. Dołączył do nas na początku jakiś chłopak, który doprowadził nas tylko pod sale, gdzie miał być pierwszy wykład, ale zaraz gdzieś zniknął. Zobaczyliśmy ludzi, z którymi przyszło nam studiować to się zmyliśmy hehe.. Każdy był taki przymulony, nic się nie odzywali. Po wykładach.. podeszliśmy do pewnej dziewczyny - Dominiki, aby się z nią zapoznać. U mnie jest tylko 5 dziewczyn, na 60 osób :) i..w ten oto sposób dołączyła do naszej paczki. Siedziała sama, z nikim nie rozmawiała. Od razu postanowiliśmy się z nią zapoznać, w dodatku jej oczy są śliczne :)

Podczas dłuższej przerwy chodziliśmy w okolicach uczelni, poznawaliśmy się, gadaliśmy. Później w połowie dołączył do nas Kuba. Mieliśmy po wszystkich zajęciach iść razem do baru, ale Ela nas.. wystawiła.. poszła z innymi ludźmi, i w oto ten sposób moi nowi koledzy mieli jej już dosyć. W sobotę.. poznawaliśmy się, próbowaliśmy do siebie dotrzeć. Gadaliśmy dużo, chodziliśmy do barów, sklepów okolicznych, za szukaniem jedzenia :) jestem pozytywnie zaskoczony. Tutaj ludzie są całkiem inni niż w Stanach. Czuję się tak swobodnie, ale zaraz do tego wrócę :) W niedzielę.. mniej czasu spędziłem z Dominiką i Rafałem, ponieważ tak ułożyli nam plan, że ich grupa, pewne przedmioty miała wcześniej. Ale i tak ciągle na siebie czekaliśmy. W dodatku.. zobaczyłem, że mogę na tych ludziach polegać :) .. ponieważ, w sobotę na uczelni zadali nam, abyśmy przynieśli.. materiały, min. brystol, ołówki, linijki. Mieliśmy to wszystko mieć na niedzielę. Ale.. to była sobota, a my skończyliśmy po 17 i sklepy były już w większości pozamykane. Byłem w szoku, przecież to takie wielkie miasto, a tak ciężko odnaleźć otwarty sklep. Postanowiłem pojechać do domu. No, ale że mieszkamy tutaj od niedawna, to ciężko było mi cokolwiek znaleźć. Wiele rzeczy.. znajduję się w pudłach w piwnicy. Próbowałem odnaleźć cokolwiek, ale nic z tego. Postawiłem, że w niedzielę przed wykładami.. poszukam jeszcze jakiś sklepów, księgarń itp.

Pojechałem specjalnie rano, myślałem, że coś znajdę, ale się przeliczyłem. Wszystko w centrum miasta było pozamykane. Pisałem do Dominiki.. gdzie mogę kupić te rzeczy.. To jedyne co mi się udało zakupić, to ołówki w empiku w centrum handlowym. Postanowiłem udać się na uczelnie.. Pomyślałem sobie, że oleję to, najwyżej nie pójdę na te zajęcia z projektowania. Więc.. w biegu.. przez zielone światło, które migało, przed przejściem dla pieszych.. dostrzegłem Rafała. Zapytał się czego mi brakuje. Powiedział, że zobaczyli mnie.. wiec podjechali.. samochodem. W środku siedziała Dominika. Oni mieli akurat 3 godziny przerwy. A ja dopiero miałem zaczynać. Później mieliśmy mieć razem wykład z matematyki, ten plan to jest taki skomplikowany hehe :) Dali mi wszystko, czego nie miałem. Było to bardzo miłe. Nigdy.. mi nikt nie pomógł tak bezinteresownie, no oprócz Paula, no ale z nim znalem się dobrze, byliśmy przyjaciółmi. Więc.. poszedłem w stronę uczelni. Pierwszy raz.. udałem się tam właśnie bez nich. Czułem się dziwnie. Podszedłem pod plan i zobaczyłem, że mam zajęcia.. w pokoju 802, więc udałem się na 8 piętro :D, no ale.. patrze że nikogo nie ma. Sprawdziłem plan jeszcze raz i okazało się, że to jednak pokój 202 :D na drugim pietrze. Tyle się nalatałem. Był to bardzo fajny dzień. Po naszych zajęciach z Kubą poczekaliśmy na Dominikę i Rafała i po tym.. udaliśmy się do baru. Było fajnie. Te studia.. to coś niesamowitego. Nie sądziłem, że tak szybko się z kimś zakumuluję. Myślałem, że ludzie tutaj są chamscy, ale sami zagadują, widać , że chcą się zakumulować :) byłem przekonany, że tak jest w Polsce, żę ludzie oceniają i obgadują, ale na szczęście nie miałem racji.

Jestem zaskoczony i to bardzo. Myślę.. że z czasem.. zostaną oni moimi przyjaciółmi :) chciałby.. zatem należny o te znajomości dbać. Za tydzień w piątek mam kolejny zjazd. teraz to tylko pozostaje szukanie pracy. Tyle się napisałem, a jeszcze nawet nie zjadłem śniadania :D ciągle burczy mi w brzuchu. Ludzie w Nowym Jarku są inni. Ja na szczęście miałem do czynienia.. w większości z obcokrajowcami, którzy przybyli do USA za nowym życiem. Ale.. ci co mieszkają tam od urodzenia.. i maja pieniądze.. są całkiem inni. Nie maja szacunku do innych, bo dla nich liczą się tylko oni sami. Oczywiście zdarzą się przypadki, że natrafi się na normalnych ludzi hehe, jak wszędzie. Piszę to, abyście docenili to co macie w Polsce. W każdej wiadomości, która doszła do mnie na e-maila.. wyczytuje, że marzycie o wyjeździe do Nowego Jorku, to fajne, że macie marzenia. Ale.. chcę Wam powiedzieć, żebyście na wiele nie liczyli. Nie chcę, abyście się rozczarowali. Ja miałem czasem do czynienia.. z takimi ludźmi. Ale wiele się na ich temat nasłuchałem, więc ich olewałem, unikałem, a w szczególności w szkole.

Pamiętam jak zaczynałem liceum. Nie potrafiłem się odnaleźć w szkole, Widziałem jak ludzie mnie obserwują, oceniają. gdyby nie Paul i Marcin.. było mi by ciężko na początku. W ogóle.. pamiętam, że oblewałem większość przedmiotów. Było mi ciężko. A tutaj w Polsce na studiach.. jest całkiem inaczej. Na tej uczelni nie byłem wiele razy, ale.. czuję się swobodnie. Nawet.. nie zwracam uwagi na innych. Po prostu.. jestem w domu. W Polsce <3 uciekam coś zjeść. a wy odzywajcie się do mnie na FB :) pozdrawiam

czwartek, 11 października 2012

Jutro już na studia !

Zaczęło się. Moje nowe życie w Polsce powoli rozkwita. Zaczynam nowy rozdział w życiu studia ! Zostałem studentem.. i cieszę się z tego. Jeszcze parę tygodni temu nie pomyślałbym, że tak będzie wyglądać moje życie. Ale nie narzekam. Przeprowadziłem się do całkiem innego miasta, obcego nam. Nigdy przedtem z rodziną w nim nie byliśmy. Znowu wszystko na nowo. Wiecie co.. szczerze to powoli się przyzwyczajam :P Ale dzięki temu.. stałem się bardziej śmiały. Nauczyłem się poznawać nowych ludzi, nie mam zbytnio z niczym problemu. Nie rozglądam się dookoła, czy ktoś się na mnie patrzy.. jak coś robię, czy jem, czy wywalam śmiecie. To moje życie, a jak komuś coś nie pasuje, to niech się nie patrzy :P Tutaj nie mam jeszcze przyjaciół. Odświeżyłem kontakt z dawną przyjaciółką. Ale jakoś.. nie mam ochoty narazie z nikim się zżywać. Natomiast ostatnio dopada mnie jesienna depresja :D piszę to w przenośni, ale coś w tym jest. Ciągle spałbym, nic nie robił :D wiecznie mi zimno. Nie lubie tej pory roku, ale mówią, że o tej porze najwięcej ludzi się zakochuje. No fakt, trochę i romantyczna to ona jest, ale gdyby wieczory były cieplejsze, wtedy chętniej by się spacerowało.

Dzisiaj byłem na spotkaniu ze studentami ode mnie ze studiów. Przyszło tylko 2 chłopaków, ale było fajnie i śmiesznie, chodziliśmy z baru do baru :D no.. jutro chociaż nie będę się stresować przed studiami, bo nie będę sam. Spotkam się z nimi przed uczelnią i będzie raźniej. Kurcze... no. Ja studentem i to w Polsce ? :D nadal nie mogę w to uwierzyć. Ale się cieszę strasznie. To chyba dobra decyzja. No ale nie martwcie się ! :) po skończeniu nauki wyjadę do stanów zjednoczonych :) ale.. nie wiem czy na stałe, ale z pewnością na wakacje tak. Czuję, że ten rok będzie cały zakręcony. Nowi znajomi.. chcą poznać ze studiów taką dziewczynę, bo ona mieszka na stancji :D i chcą u niej imprezować.. i kto wie :) może jutro zaprosi nas do siebie na jakąś domówkę hehe.

Jutro mam pierwszy zjazd. Pojadę po 9 pociągiem a wrócę pewnie w okolicach 22, tak jak dzisiaj zresztą. Jestem zmęczony, ale nie mam ochoty iśc spać. Czekam na kolegę ze stanów, aby z nim porozmawiać na Skypie, w końcu sobie założyłem profil. Szkoda, że Wasza aktywność jest taka mała :) liczyłem, że nadal będziecie do mnie pisać, jak będę w Polsce. Ale.. fajnie, że jesteście :) gdyby nie wy, nie byłoby mnie tutaj. Pozdrawiam i uciekam w świat internetu :) pa

wtorek, 9 października 2012

Studia.. lekki stres..


Witajcie, miałem napisać już dużo wcześniej, ale jakoś nie mogłem się zebrać. Chciałbym, abyście w trakcie czytania mojego postu, kliknęli na piosenkę jaką tutaj dodałem. Przez ostatnie dni.. ciągle siedzę w domu i nic nie robię, nigdzie nie wychodzę. Śpię do 11 :D wstaje ledwo przytomny, w domu się że mnie śmieją, że ja jestem jak zombie hehe.. Gdy się budzę, to trochę posprzątam i zjem coś, obejrzę jakąś bajkę i włączam komputer. Siedzę na nim tak do 14, dopóki nie wróci rodzeństwo ze szkoły. Wtedy dam im pograć. A wieczorem siadam sobie przed telewizorem i oglądam moje seriale ;) W czasie dnia.. pomagam także siostrze bawić siostrzenice :D

Od pracy, gdzie byłem na szkoleniu.. nikt nie zadzwonił :D szkoda, bo polubiłem taka pracę hehe, co innego całkowicie niz praca w barze. Wiele miesięcy pracowałem w USA w McDonaldzie, tam to nawet nie było czasu na przerwę :) eh.. przypominają mi się tamte czasy, gdy jeszcze.. miałem dziewczynę, i przyjaciół. Smutno tak do tamtych chwil wracać.. a teraz jestem zupełnie sam. W domu.. nie mam z kim pogadać. Ciągle siedzę sam. Rodziców prawie w ogóle nie ma, a starsza siostra zajmuje się dzieckiem ciągle.

Na szczęście teraz w piątek zaczynam studia, chociaż mam wielkiego stresa :D oj może nie taki wielki, ale mam obawy. Nie wiem, czy sobie poradzę. W ogóle.. nowi ludzie.. miasto. :P Zobaczymy jak to będzie. Życzcie mi powodzenia :) może tutaj znajdę swoją wielką miłość. Chciałbym, aby coś, bądź ktoś zawrócił mi w głowie, może bym się zmienił chociaż trochę. Z nudów dzisiaj pokłóciłem się z rodzeństwem :D z każdym po kolei. hehe. Wiec... to chyba tyle z mojego życia :P Jak widać, nic ciekawego :D planuję.. wybrać się na grzyby, ale jakoś nie mogę się zebrać. Może jutro pójdę.. hehe kto wie. A teraz zmykam. Możecie do mnie pisać na Facebooku, bo ja się nudzę a z chęcią z wami pogadam. papa :*

środa, 3 października 2012

Ciekawy dzień :)

Doszedłem do wniosku, aby pisać częściej, ale mniej :) Będę pisać bardziej konkretnie. Wczoraj byłem w Lublinie. Pojechałem pociągiem po 7, żeby na 10 zdążyć na te szkolenia do pracy. Byłem w Lublinie po 8. Najpierw postanowiłem pójść na moją uczelnie, aby wypytać się rożnych rzeczy, ale tak spotkałem się z niemiłą sytuacją. Wszedłem do dziekanatu.. a taki młody facet mówi do mnie, że dopiero czynne od 11, a ja mówię, że chciałem tylko się coś zapytać, spojrzał się na mnie i nic się nie odezwał hehe.. i coś w komputerze robił. Ja stałem jak debil :D i pytam się znowu, czy mogę się tylko coś zapytać, a on nic. To nie, niech spada.. na mak :P wyszedłem sobie stamtąd. Później spotkałem się z moją bardzo dawną przyjaciółką z dzieciństwa. Studiuje ona w Lublinie, a od kiedy przyjechałem do Polski na wakacje.. miałem z nią dobry kontakt. Zaprowadziła mnie w miejsce, gdzie miałem mieć te szkolenie. Tam było spoko, fajna robota, ale co się okazało :D to miałem być tam na 11, a nie na 10. hehe ale spoko. Po tym spotkałem się z tą przyjaciółką właśnie i poszliśmy na miasto. Było fajnie :D dużo tam jest obcokrajowców i ja chciałem kogoś poznać :D i tak szukaliśmy kogoś z ameryki, ale się nie udało, bo spotykaliśmy tylko ludzi z Chin, Izraela, Pakistanu, czy Arabii Saudyjskiej :) poszliśmy do KFC, żeby coś zjeść :) później poszliśmy na moją uczelnie, aby dowiedzieć się to co chciałem. Gdy byliśmy na miejscu, zastaliśmy wielką kolejkę. Trochę wyróżnialiśmy się z tłumu :D hehe każdy tylko o szkole tam gadał, a my tylko o wakacjach i jakiś wyjazdach i się ciągle śmialiśmy i żartowaliśmy. Po tym.. chodziliśmy sobie po mieście i mówiliśmy do obcych ludzi cześć, ale tylko tam gdzie były jakieś większe grupki, aby zastanawiali się ludzie, komu powiedzieliśmy cześć :D i starszym ludziom mówiliśmy dzień dobry :)

Mieliśmy także te dobre uczynki. Zbliżając się do przejścia dla pieszych.. zobaczyliśmy starsza panią z pałką na środku przejścia praktycznie. Jakiś chłopak chciał jej pomóc, ale ona nie reagowała. I my tak stoimy sobie i patrzymy że jest dla nas, dla pieszych czerwone i że dla samochodów też. Zaraz pojawiłoby się dla nich zielone, wiec my, aby nie utrudniać ruchu.. podeszliśmy do niej. W ogóle nie reagowała, tylko się patrzyła i mrugała, nawet nic nie odpowiadała. Koleżanka wzięła ją za rękę i zaczęła jej pomagać przejść na chodnik. Ludzie tak się na nas gapili :D wszyscy, ale my się nauczyliśmy już nawet.. że nie zwracamy uwagi na to.. co się dzieje w koło. No i gdy ją do chodnika odprowadziliśmy.. to dla samochodów pojawiło się znowu czerwone światło hehe. Cały dzień spędziłem w Lublinie. Do domu wróciłem późnym wieczorem. Tyle rzeczy zrobiliśmy. Śledziliśmy nawet znajomą, bo miała spotkanie ze studentami ze swojego kierunku. :D Fajnie było.. i jak ja sobie pomyślę, że wkrótce.. zacznę życie studenckie ;) aż jestem pełen entuzjazmu. Zaraz uciekam coś zjeść. Czuje sie głodny, a później cały dzień w domu. W ogóle nie wychodzę u siebie na miasteczko, ludzie dziwnie się na mnie patrzą. W dodatku.. czuje, że nie pasuje im moja osoba. Wczoraj gdy przyszedłem na peron, jak jechałem do Lublina, a młodzież jechała do szkoły.. to takie spojrzenie na mnie. Ale mam nadzieję, że z czasem zamieszkam w Lublinie. Fajne miasto i zakręceni ludzie ! :) pozdrawiam. Dzisiaj cały dzień przed telewizorem poleniuchuje sobie ! :)

poniedziałek, 1 października 2012

Powrót do dzieciństwa ! :)

Witajcie. Ostatnio nie czuję sie najlepiej, ponieważ dopada mnie katar.. ale ogólnie to jest dobrze :) Nie sądziłem, że tyle będzie się działo, a jednak. Po dłuższych przemyśleniach zdecydowałem się, że podejmę studia w Polsce. Mieszkam niedaleko Lublina, więc akurat problemów z dojazdem nie będzie. Głównie to rodzice namawiali mnie na studia, ale sam też miałem na nie ochotę. Tato zawsze opowiadał mi, że zaraz po wojsku były to jego najlepsze wspomnienia. Studiował w wielu miejscach, bo ciągle zmieniał uczelnie hehe.. ale dzięki temu zasmakował.. życia studenckiego. Tym samym poznał wielu ludzi :)

Ja będę kontynuować swój kierunek, transport. W Nowym Jorku.. studiowałem właśnie to, ale musiałem zrezygnować z nauki. No, ale jednak w moim przypadku, nie będą to studia dzienne, ale zaoczne. Wole się uczyć i pracować :) Ale to nie koniec miłych niespodzianek. Gdy tutaj wróciłem ogarnąłem się. Przerobiłem swoje cv z małą pomocą internetu :D hehe.. i porozsyłałem przez internet. I dzisiaj dzwonili do mnie, abym przyjechał jutro na szkolenia do pracy. Nie wiem co to oznacza i na co się szykować, ale.. jestem pełen nadziei. :) Wielkie zaskoczenie. W ogóle.. tyle mógłbym Wam opowiadać. Moje wrażenia.. są ogromne. Wczoraj byłem na spotkaniu ze studentami z mojego kierunku studiów. Umówiliśmy się w klubie, obok naszej uczelni. Poznałem niezwykłych ludzi. Byłem zaskoczony.. Tacy.. normalni :) w ogóle.. każdy był taki naturalny i szczery w swoim zachowaniu, nikt nikogo nie udawał, a tym samym nie chciał nikomu zaimponować swoją głupotą. Zostałem do końca z dwiema dziewczynami i takim chłopakiem. W domu byłem po północy, bo jechałem jeszcze pociągiem. No, ale to byli ludzie, którzy będą studiować dziennie. hehe.. ze studiów zaocznych nikt nie przybył. Ale chociaż mam nowych znajomych :) i to jest najważniejsze.

Teraz tak mi się przypomina moje całe dzieciństwo. Jak poznawałem nowych znajomych. Teraz jest tak samo, mimo, iż jestem zupełnie innym człowiekiem. Nie warto wracać do tych złych wspomnień i chwil. Życie nauczyło mnie, aby nie poddawać się.. i walczyć ze swoim losem, oraz przeciwnościami. Gdybym.. się już dawno poddał, nie byłoby mnie tutaj. A mało brakowało. Zawsze po tym najgorszym.. pojawią się chwile lepsze. Przecież gorzej już z pewnością nie będzie. Teraz.. czekam na to co przyniesie mi nowe życie. Pierwszy zjazd mam 12 października, ale myślę, że wcześniej spotkam się z ludźmi, z którymi będę studiować. W ogóle cieszę się. Mam swobodę językową. Mogę normalnie rozmawiać z ludźmi i nie martwić się tym, że mnie ktoś nie zrozumie. Stałem się bardzo rozgadany :D hehe. Otworzyłem się.

Jutro jadę do Lublina na te szkolenie, a później pozwiedzam sobie Lublin. Mam zamiar spędzić tam cały dzień :) więc.. rozglądajcie się.. może gdzieś się miniemy na ulicy :) dam Was wskazówkę, nie jest mnie tak trudno nie zauważyć. Mam w końcu tylko 1,68cm wzrostu :D ale to co małe jest piękne <3. A .. od kiedy przyjechałem tutaj, to ani razu nie rozmawiałem z Paulem. Nic się do mnie nie odzywa. Myśle, że on również zaczął w Brazylii nowe życie. A ja życzę mu jak najlepiej :) Zaraz uciekam spać. :) A no. i zostało mi wywróżone, że wkrótce dopadnie mnie miłość hehe, zobaczymy ile w tym prawdy. Dobranoc !

wtorek, 25 września 2012

Zbyt bardzo tęskniłem :)

Wróciłem ! Nie umiałem inaczej. Próbowałem.. zapomnieć, ale się nie dało ! .. bo chyba już na zawsze zostaliście w mojej pamięci. Wchodziłem na bloga co chwile.. czytałem Wasze wszystkie komentarze. Bardzo mnie one podbudowały. Jestem szczęśliwy, że mam kogoś takiego jak WY <3

Ważne, że nie jestem sam...

A co u mnie ?.. Po tej ostatniej notce, zmieniło się wszystko. Był to mój ostatni post, który napisałem w Nowym Jorku. Chwilę po tym wszystkim.. wsiadłem w samolot i odleciałem. W Polsce jestem tutaj już któryś dzień. Pożegnałem się tam ze wszystkimi znajomymi. Bardzo mi brakuje tamtego życia, ale musiałem wrócić tutaj, do Polski. Jednak nie popełniłem tego samego błędy, co kilka lat temu. Podałem Wszystkim znajomym.. swój adres. Mam zamiar z nimi.. pisać pełno listów, czy wiadomości. Lot miałem w nocy, a więc nad ranem byłem już w Polsce. Rodzice przyjechali po mnie do Warszawy :) byłem szczęśliwy, że mogłem ich przytulić. Moje rodzeństwo było w domu, bo mają szkołę. Tak.. zapisali się do szkoły i podjęli naukę. Ale.. co najciekawsze.. nie mieszkamy.. ani w Łęcznej, czy w Zamościu. Rodzice kupili mieszkanie w małym miasteczku na Lubelszczyźnie. Tutaj jest góra z 5 tysięcy mieszkańców. Ale jestem pod wrażeniem. Tutaj jest ładnie :) i.. powiem wam szczerzę, że te mniejsze.. dopiero rozwijające się miasta, są o wiele ładniejsze od tych większych. Tutaj jest gimnazjum, wielki stadion, kort tenisowy, wiele boisk, pełno lasów :D łąk. Dosłownie jest wszystko. Na początku nie wychodziłem z domu. Wystarczyło mi.. jak na mnie się patrzyli ludzie.. jak szedłem.. chodnikiem w stronę domu z rodzicami i wielkimi walizkami. Wróciliśmy pociągiem. Musieliśmy przejść prawie całe miasto, ponieważ dworzec pkp znajduje się po drugiej stronie miasta, niż ja mieszkam, no ale szliśmy tylko z 20 minut. Jest całkiem inaczej.. niż w tych wielkich metropoliach. Ja siedzę.. i czas tak wolno płynie. Zakupy.. zajmują tutaj tylko 5 minut, góra 30 :D a tam.. traciło się większość dnia.

Nie mam tutaj znajomych. Moi rodzice dostali pracę na kolei, tylko, że mama pracuje w naszym mieście, a tato dojeżdża do większego miasta..które znajduje się niedaleko. Moja młodsza siostra.. również dojeżdża do miasta obok do liceum. Młodsze rodzeństwo uczy się w gimnazjum, a starsza siostra szuka pracy :D narazie wychowuje swoją córeczkę. Czeka aż podrośnie. Wczoraj skończyła 2 miesiące :)

A co ze mną ? ja ciągle się zastanawiam. Myślałem, aby również podjąć naukę gdzieś na studiach. Byłem nawet wczoraj w Lublinie.. popytać się po uczelniach, czy była by możliwość.. abym kontynuował.. swój kierunek studiów, jakie podjąłem w Nowym Jorku. Znalazła się nawet taka jedna. I teraz muszę się zdecydować, czy chcę się uczyć. Cała rodzina.. namawia mnie, abym się uczył. Wydaje mi się, że to może być dobry pomysł, a w między czasie.. poszukam sobie tutaj pracy. Nie umiałbym tak siedzieć.. i nic nie robić, tym bardziej, gdy wszyscy idą do przodu, a ja stoję w miejscu. Tak siedzę.. i myślę, co jeszcze napisać. Jestem zadowolony, że moja rodzina się odnalazła tutaj. Też chciałbym. Narazie nie potrzebuje poznać nowych ludzi.. wystarczy mi, że mam obok rodzinę. A dzisiaj cały dzień pomagałem mamie sprzątać. Mam w planach.. jutro pojechać.. do Lublina.. i załatwić sobie te studia i porobić zakupy, kupić sobie jakieś ubrania. Będę musiał zaraz uciekać, bo odczuwam ból pleców. Niestety.. jak mam tak często, czasem nie mogę przez to zasnąć. Ale tak już będzie zawsze. Blizny zawsze pozostaną, podobnie jak wspomnienia. Na początku.. pobytu w Polsce byłem trochę podłamany. Ale ciesze się, że nie mieszkamy w Łęcznej. Zaraz moi starzy znajomi by się śmieli ze mnie, że tam nam się nie udało. Rodzice tamte mieszkanie sprzedali. Bez wahania tutaj zamieszkali. Blisko pracy, tym bardziej, że oni również chcieli zacząć wszystko od nowa i nawet mają czas dla siebie :)

Szczerze brakuje mi takiej osoby jak Paul, ale myślę.. że znajdę sobie wkrótce dziewczynę i.. przestanę wspominać to co było hehe. A zapomniałem napisać, że mój pies jest ze mną w Polsce. Rodzice byli w szoku, że go zabrałem. Tym bardziej, że mieszkamy w bloku hehe.. codziennie wychodzimy z nim na spacer. Rodzeństwo bardzo się ze Spankiego ucieszyło. To na mnie chyba pora. Od przyjazdu.. nie poznałem nikogo, nawet nie byłem u dziadków. Ale to się zmieni :) widzę, że ludzie są zaciekawieni moją osobą. Nawet pytają się mojego rodzeństwa kim jestem. Mówią, że kogoś tam siostra, czy rodzic widzieli mnie.. i że się o mnie pytają hehe. To jest nawet miłe. Ale fajne jest też to, że mogę mówić swobodnie po polsku. Ale ciężko mi jest trochę :D dużo.. się zastanawiam.. i często mylę widelce z nożami hehe. Trochę to jest zabawne. Ale ja wyrobiłem sobie akcent, który może być dla ludzi kłopotliwy. Chciałem napisać .. odezwać się do Was. ale teraz już uciekam. Jeszcze.. napiszę co u mnie. dobranoc ! :*

wtorek, 18 września 2012

Ale to już było.. i nie wróci więcej..

Tak siedzę i myślę co by Wam napisać. Nawet nie wiem od czego zacząć. Wiem, że chciałbym być z Wami szczery, dlatego może zacznę od początku. Jest mi bardzo ciężko, tym bardziej, że życie mi nie sprzyja, los chyba odwrócił się ode mnie.. Kilka dni temu, gdy byłem na spacerze w Central Parku z Spankim.. zostałem napadnięty. Stało się to tak nagle. Położyłem plecak na murku, przy fontannie i wziąłem psa na ręce. Odwróciłem się i zobaczyłem, że ktoś podbiega.. i szarpnął mój plecak. Oberwało mi się w twarz z pięści, że aż się wywróciłem. Nie miałem szans w ogóle. Ludzie próbowali ich gonić, ale się nie udało. Chwila.. i już zniknęli za drzewami. Nie wiedziałem co robić. Usiadłem sobie na murku.. i aż się popłakałem. Siedziałem tam bardzo długo. Myślałem nad swoim życiem.. nad tym wszystkim co mnie spotkało. Zastanawiałem się, dlaczego Bóg.. dał mi taką lekcje.. po co wysłał mnie do Nowego Jorku ? skoro.. i tak.. nic mnie tutaj dobrego nie spotkało. Straciłem najważniejsza osobę w swoim życiu. To mnie najbardziej zmieniło. W dodatku.. pożar domu, który wynajmowaliśmy na początku. Tez było ciężko, trzeba była zacząć oszczędzać.

Tamtego dnia.. załamałem się.. siedziałem sobie w Parku i zastanawiałem się co dalej. Wszystko co miałem straciłem. Rodzina mieszka na innym kontynencie, a najlepszy przyjaciel już od kilkunastu dni się nie odzywa. Trochę się wtedy nad sobą użalałem. Nie miałem z kim pogadać. W końcu.. gdy sobie tak siedziałem.. podeszła do mnie starsza pani. Znałem ją, bo zawsze kupowaliśmy u niej lody. Powiedziałem jej co sie stało, a ona kazała mi iść na policję. Nie miałem nic, ani dokumentów, ani pieniędzy, ani kluczy do domu. Jedyne co mi zostało.. to telefon. Nim dodarłem na policje.. był już wieczór. Zablokowali oni moje karty i dokumenty. Jednak.. moje konto zostało.. już wyczyszczone. Zostałem z niczym. Wróciłem pod dom.. i czekałem na dzielnicowego, żeby pomógł mi dostać się do domu. Wymienił mi zamki. Byłem taki wykończony. Bałem się zadzwonić do rodziców i powiedzieć im o wszystkim. Jednak u nich była już noc, więc odpuściłem. No ale rano mi się oberwało. Rodzice na mnie bardzo mocno nakrzyczeli. Było mi smutno. Cały dzień siedziałem w domu, w swoim pokoju. Patrzyłem w ściany.. i sobie wszystko przypominałem.. Całą moją historię z Nowym Jorkiem, a także z blogiem.

Tak przez kolejne dni.. siedziałem w domu. Myślałem.. bardzo dużo myślałem.. Do czasu.. gdy.. dostałem e-maila od Paula. Napisał mi.. no właśnie.. eh :( .. że w tym roku nie planuję wrócić do USA. Został w Brazylii. Zabolało mnie to. Tylko tyle napisał, nic więcej. I faktycznie.. wszystko co miałem straciłem. W tamtym momencie.. zacząłem się pakować. Postanowiłem wrócić do domu. Ostatnie.. dni moje.. polegały.. na sprzątaniu. Szukałem także.. osób, którym mógłbym wynająć nasze mieszkanie. W trakcie.. mieszkania w NY.. wykupiliśmy własny dom. Tak też się stało.. znalazłem. Od nowego tygodnia się już wprowadzą nowi mieszkańcy. Zacznie się nowa historia.

Tak szczerzę.. to pisze tą notką, aby się z Wami pożegnać. Za kilka dni mam lot do Polski. Rodzice mi wszystko załatwili. Namawiają mnie, abym zaczął w Polsce wszystko od nowa. Nowe studia, nowi znajomi. Ale po co mi to wszystko? nie chcę nowego życia. Zobaczymy jak to będzie. To jest moja ostatnia notka na tym blogu. Żegnam się z Wami z całych sił.

Bloga zostawię. Żebym mógł sobie do niego wracać.. i sobie to wszystko wyobrażać, przypominać. Jest mi niesamowicie ciężko. Wczoraj pożegnałem się z przyjaciółmi.. i w tym tygodniu.. czeka mnie tylko to, same pożegnania. Myślę, że napisałem Wszystko to co chciałem. Przykro mi, że Was zawiodłem. Chcieliście poznać.. chłopaka z Nowego Jorku, a nie przeciętnego chłopaka z małego miasteczka z Polski. Ale te wielkie miasto mnie nigdy nie zmieniło, jedynie nauczyło mnie wielu rzeczy. Przede wszystkim stałem się silny ! Kocham Was.. i już tęsknie :( bye !

~ pisał zwykły chłopiec.. który niegdyś.. posiadał.. wiele marzeń, był pełen nadziei. Teraz.. życie się z niego ulotniło, a on powoli wygasa....

wtorek, 11 września 2012

Imię dla psa :)

Tak sobie siedzę właśnie.. bo nie mogę zasnąć. Byłem teraz z psem na spacerze.. w central parku. Niby.. to jest dopiero pora.. poranna u mnie, ale miasto.. już tętni życiem. Ludzie.. budzą się do pracy, wyrzucają śmieci, czy zaczynają poranny trening. Tak.. tutaj.. na każdym kroku można spotkać.. kogoś biegającego, czy jeżdżącego na rowerze, bądź rolkach. Jest także wiele ludzi.. którzy spacerują z psami :) podobnie jak ja.

W nocy pracowałem w markecie i liczyłem towar. To taka jedno razowa praca. No, ale coś zarobiłem. Jestem zmęczony, ale zaczyna się taki piękny dzień :) W dodatku.. trochę zarobiłem. Myślę..że przyrządzę sobie dzisiaj.. super obiad :) a może wyskoczę z znajomymi do jakiejś restauracji. Szkoda.. że Paula nadal nie ma. Dzisiaj posprzątam w domu.. zaraz, a później się zdrzemnę, a potem pójdę na zakupy. Marzy mi się pójść do centrum miasta dzisiaj na koncert gwiazd. Napisze do jakiś znajomych. Przez ten pobyt w Polsce... wiele mnie ominęło w relacjach koleżeńskich tutaj w Nowym Jorku. Będę musiał to nadrobić. A ja mam dla Was propozycję !! :) Pomóżcie wybrać mi.. imię dla mojej psinki :D Jest to samiec.. :) czekam na wasze propozycje w komentarzach. A ja później te wszystkie imiona, ksywki itp. umieszczę w sondzie i razem zagłosujemy na najlepsze imię :) w ten sposób nazwiemy mojego psa :)

Ja natomiast chciałem Wam podziękować, że klikacie w reklamy ! :) jestem w szoku, nie sądziłem.. że aż tak się w to zaangażujecie. Jestem pełen podziwu. Dzięki Wam zarobiłem 30 euro. To dla mnie bardzo wiele, bo pokazaliście, że razem jednocząc się możemy wiele zdziałać. Dziennie jest ponad 70 kliknięć. To tak tylko organizacyjnie. A wiec.. moje plany na dzisiaj :) posprzątać, zakupy, obiad, może wypad z znajomymi na obiad, bądź koncert. Podzwonię później do nich, poczekam aż wstaną. Dobrze mi to zrobić.. trochę się rozluźnię. A teraz mykam.. Udanego dnia Wam życzę ! A i mam dla Was moją ulubioną piosenkę !


niedziela, 9 września 2012

Ciężki okres.

Witajcie, wybaczcie, że tam długo nie pisałem na blogu. Niestety jestem za bardzo zalatany. Ciągle szukam pracy, jednak ciężko mi z tym. Tutaj chętniej zatrudnia się osoby studiujące, a ja niestety musiałem rzucić jakąkolwiek naukę. Jeżdżę po mieście o roznoszę CV, oraz wysyłam je za pomocą internetu. Miałem narazie 2 rozmowy kwalifikacyjne, jednak z jednej pracy musiałem zrezygnować, ponieważ nie mam prawa jazdy i szybko go nie wyrobie, a natomiast druga oferta pracy.. okazała się totalnym oszustwem. Pracowałem jeden dzień i miałem tam już zostać, nawet kupiłem sobie bilety okresowe, abym mógł dojeżdżać jakoś do pracy, która niestety znajdowała się bardzo daleko, od mojego domu. Jednak podczas rozmowy o pracę, gdzie znajdowali się szefowie i kierowniczka.. wszystko ustaliliśmy, oraz warunki na jakich mam pracować. Dla mnie to było trochę zabawne, bo podczas tej rozmowy, kierowniczka ani razu się nie odezwała, chyba bała się szefów :P No i gdy przyszedłem do pracy, to był jeden pracownik, bardzo miły, oraz kierowniczka. Gdy przepracowałem dzień.. zaczęła się jej dziwna gadka. że mam tylko 6 dni próby, że będzie mnie obserwować. Nagle.. jakiś typo przyszedł na rozmowę i po tym.. powiedziała mi, że do mnie zadzwoni.. czy zostanę zatrudniony czy nie i żebym nie przyjeżdżał, że to narazie koniec. Tak było mi przykro.. nawet nie miałem ochoty wracać do domu. Chciałem się wyżalić.. :( Ja straciłem tyle kasy na bilety do pracy. Poniosłem klęskę. Ona mnie oszukała. Ale co ja mogłem zrobić.. Pochodziłem sobie dość sporo.. Wróciłem do domu i zacząłem dalej szukać pracy. Muszę ją znaleźć.

W dodatku.. nie mam żadnych wieści od Paula. Wyjechał z rodziną do Brazylii. Tam kiedyś mieszkał. On podobnie jak ja.. jakiś czas temu zamieszkał w USA. Miał już dawno wrócić.. obawiam się, że jego rodzina będzie chciała tam zostać. Jakby nie było. Dorobili się w Nowym Jorku. A tam teraz będą mogli swobodnie napisać. Ja natomiast codziennie.. wchodzę i przeglądam pocztę z nadzieją, że Paul coś napisał. Z rodziną rozmawiam co jakiś czas. Z rodzeństwem piszę ciągle na gg. Planuję sobie założyć skype, i kupić kamerkę, będzie tak mi się lepiej z nimi porozumiewać.

Wczoraj wracając do domu.. spacerowałem po Central Parku.. a tam przybłąkał się do mnie mały piesek. Taki kremowy :D malutki. Szczekał bardzo głośno, piszczał. Zrobiło mi się go szkoda. Myślałem, że komuś się zgubił.. popytałem się ludzi.. czy nie wiedzą.. do kogo należy ten pies, ale nikt nic nie wiedział. Więc.. że ja bardzo marzyłem. o posiadaniu psa, zabrałem go do domu.Ciężka sprawa z nim:) ale jest taki słodki. Pokochałem go :) no i w końcu mam z kim rozmawiać. Siedzi właśnie w kącie śpi. Teraz mam pretekst do spacerów :) hehe.. No jednak nic nie jest takie złe. Są te gorsze dni, ale nadchodzę również i te lepsze. Myślę, że mój czas jeszcze nadejdzie. Mam tutaj wielu znajomych, ale wiele.. z nich sie już wyprowadziło na studia i mieszka w akademikach, czy gdzie indziej hehe :) Tutaj ludzie.. jak najszybciej chcą z domów uciec.. dla własnej swobody. Ja muszę iść zrobić sobie obiad. Myślę nad naleśnikami z parówką i moim własnym sosem :D mniam, aż zgłodniałem. Uciekam ! Mam dla Was super piosenkę !

poniedziałek, 3 września 2012

Szukanie pracy :P - wyznanie


Tak sobie siedzę.. i wysyłam kilka cv. Muszę znaleźć pracę. Narazie czuję się samotnie. Paul wyjechał do swojej rodziny.. do Brazylii. Chciał, abym pojechał tam z nim, namawiał mnie cały czas, ale nie mogłem się zgodzić. Za dużo przyjemności. Nie lubie.. jak mi wszystko się układa, że jestem szczęśliwy, czasem trzeba powiedzieć nie. Z doświadczenia wiem, że po takim dobrym okresie.. nastaje też ten gorszy.

Piszę notke, ponieważ teraz sobie siedzę. Byłem dzisiaj rozsyłać cv. Później poszedłem na badania.. i spotkałem się z przyjaciółmi na pizzy. Było bardzo fajnie. Ale.. bez Paula to nie to samo. Jest dla mnie niczym brat bliźniak. Teraz jest ciężki okres. Skończyłem 20lat. Jestem już dorosły. W dodatku..

No właśnie.. nie pisałem Wam o tym. Nie chciałem, ponieważ to jest dla mnie trudne. Jednak moja rodzina została w Polsce. Wszyscy. Rodzice i rodzeństwo. Nie wiecie.. co ja przechodziłem w Polsce. Każdy dzień mnie dobijał, gdy słyszałem rozmowy mojej rodziny. Ciągle wujkowie, dziadkowie przekonywali rodziców, aby zostali. Tak też się stało. Udało się im znaleźć pracę. Moja starsza siostra również z chęcią została, ponieważ chciała uciec przed swoją nieudaną miłością. A młodsze rodzeństwo.. od razu odnalazło się w Polsce. Ja się nic nie odzywałem, patrzyłem się jak oni się cieszą. Mieli swobodę językową. Mogli mówić swobodnie.. i robić co chcą. W końcu to Polska, tutaj miasteczka są małe, łatwo się odnaleźć. Ja czekałem tylko.. do momentu.. gdy rodzice.. powiedzą nam, że zostajemy. Tak też się stało, ale ja powiedziałem im, że ich kocham, ale że nie mogę zostać w Polsce, ponieważ to nie jest już mój dom. Powiedziałem, że wyjadę razem z Paulem i że sam będę się utrzymywać. Mieli dużo obaw.. no ale się zgodzili. Wiedzieli, że i tak nie odpuszczę. Wyjechałem z Paulem. To już któryś dzień, a ja czuję się bardzo samotnie. Siedzę sam w czterech ścianach i oglądam telewizje, czy śpię. To nie jest przyjemne.

Muszę znaleźć pracę jak najszybciej, aby się utrzymać, w dodatku będę mieć jakieś zajęcie. Mam nadzieje, że Paul szybko wróci.. nie mam z nim żadnego kontaktu. Załamię się.. jeżeli zostawi mnie tutaj samego... Wtedy.. nie wiem co zrobię. Kurcze.. czemu moje życie jest takie do niczego. Muszę się pozbierać i ogarnąć. A teraz idę zrobić sobie obiad. Pozdrawiam.

sobota, 1 września 2012

W stanach :)

Witajcie. Wybaczcie, że tyle nie pisałem, ale byłem zajęty.. nadal jestem. Nie mam na nic czasu. Wróciliśmy do Stanów. A ja zacząłem szukać pracy. Jakiś czas pracowałem w McDonaldzie, ale po wypadku samochodowym.. musiałem zrezygnować z tego. Nie byłem w stanie czymkolwiek się zająć.

Teraz również mógłbym pracować tam, no ale niestety nie ma miejsc. Wydaje się, że to jest Nowy Jork i że łatwo znaleźć pracę.. łatwo to może i jest.. w zależności od tego co chce się robić. Ja jednak nie mam zamiaru całego dnia spędzać w centrum miasta i zaczepiać ludzi, czy w jakimś biurze pracować. Chciałbym pracować z młodzieżą, żeby była miła atmosfera i przyjemna. Ostatnio miałem rozmowę w hotelu i czekam na telefon :) może się udało hehe.. Ogólnie.. to musze jeździć sam szukać. Paul wyjechał z rodzicami do rodziny. Ja zostałem sam.. a inni znajomi.. nie nadają się do pomocy hehe.. później zawsze domagają się czegoś w zamian, albo narzekają, że to tak długo trwa.

Ostatnio to ja mam popsuty humor. Pewna czytelniczka bloga.. wmieszała się w moje sprawy. Odnalazła moje prawdziwe konto na Facebooku i wypisywała do ludzi rozsyłając je. Nie można mieć choć trochę prywatności. Wkurzyła mnie.. dlatego.. mimo moich obietnic.. nie opublikuje tutaj swojego zdjęcia. Wiem, że to jest nie w porządku z mojej strony, ale obawiam się, że później moje zdjęcia będą rozsyłane. Tak szczerze to nawet nie mam ochoty na pisanie bloga. Jakoś.. chęci i zapał zniknęły. Potrzebuje czasu chyba.. Po prostu zawiodłem się.. Nie sądziłem, że ktoś będzie chciał namieszać w moim życiu.. wtrącając się w moje prywatne sprawy.

Dzisiaj wstałem rano.. i jakoś nie mam na nic ochoty. Chyba taka pogoda niestety. Ja musze uciekać. A wy trzymajcie za mnie kciuki, aby mi się powiodło. Pozdrawiam !

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Pokochałem disco polo :D

Witajcie. Postanowiłem, że będę pisać codziennie nowe notki, a przynajmniej starać się tak robić. Ostatnio dużo podróżujemy, byliśmy w weekend nad jeziorem. Opaliłem się hehe :) Jutro jedziemy do Lublina na zakupy. Mama zostaje w domu, bo zachorowała. Pozwiedzamy na pewno stare miasto i największe sklepy :D No ale niestety, nasz pobyt w Polsce zbliża się ku końcowi. Wiele zwiedziliśmy. Spotkało nas tutaj praktycznie wszystko, co mogło :) Nie nawiązałem kontaktów z starymi przyjaciółmi. Mimo, iż wiele razy mijaliśmy się na ulicy, bądź w sklepie. Jedynie nawiązałem bliższy kontakt z koleżanką i kolegą ze szkoły. Spotykamy się prawie codziennie, chociaż tylko na chwile. Ciągle gdzieś jeździmy, albo do Zamościa, albo gdzie indziej. To jedynie przekonało mnie w utwierdzeniu, że nie miałem tutaj prawdziwych przyjaciół.

Dzisiaj odpoczywaliśmy i byliśmy w Chełmie. Ładne miasto :) szybko wróciliśmy, gdy zjedliśmy obiad tam na mieście. Za 2 dni rodzina robi nam przyjęcie pożegnalne. Mimo wszelkich kłótni.. wracamy do USA. To były moje najgorsze urodziny w tym roku :P nie dość, że rodzice złożyli mi życzenia nie w ten dzień, no ale się nic nie odzywałem, to w dodatku w moje urodziny.. cały dzień się kłócili. No ale takie jest życie.

Ogólnie w domu nudzi nam się. Nie dość, że w domu jest pusto hehe.. większość rzeczy zabraliśmy. Gdyby nie laptop siostry to bym się zanudził :D No.. bo tutaj w Łęcznej.. nie ma zbytnio co robić. Bardzo ładne miasto i zadbane :) ale jak nie ma z kim się tutaj spotykać, to też i nie ma co robić. Paul.. zbytnio tutaj nie chce wychodzić z domu.. bo wie, że go ludzie obgadują. Szkoda mi go. Ale i tak jest zadowolony z pobytu tutaj :) pogoda.. widoki, bardzo mu się podobają. Byliśmy nad jeziorem białym.. na wesołym miasteczku :D tyle się naśmialiśmy hehe. Będzie na pewno co wspominać. Byliśmy w sobotę na dyskotece. I w ucho wpadła mi bardzo fajna disco polowa piosenka :D tak się wybawiliśmy z Paulem i z siostrami. Było bardzo fajnie. Teraz uciekam spać. Rano musimy wcześnie wstać. Dobranoc :)

piątek, 17 sierpnia 2012

Powracając do tamtych wydarzeń.. Do tamtego cierpienia.. cz.2

 Godzinami przesiadywał na Jej wiecznym miejscu spoczynku..
Tego dnia było jakoś inaczej.. Wręcz magicznie..
Chciał już wracać kiedy nagle poczuł ciepło na plecach..
To była Ona i Jej krótkie
"kocham Cię Najdroższy."

Witajcie.. Postanowiłem wrócić do ostatniej notki. Nie lubię.. coś zaczynać, nie kończąc tego. Postanowiłem opisać Wam tamten dzień. Zrobię to jednak zwięźle. A na sam koniec.. organizacyjnie.. napiszę kilka słów.. a także o moim pobycie w Polsce i powrocie do USA.

Tamten dzień, okazał się dniem tragicznym, zarówno dla nas, jak i naszych rodzin i przyjaciół. Jechaliśmy na bardzo wielką imprezę. Miało być fajne. Na miejscu byli już wszyscy nasi znajomi. Ja zabrałem się z Laną, Paulem, Marcinem i takim Tomem. Podróż była dosyć przyjemna.. Śmialiśmy się, śpiewaliśmy, i tańczyliśmy w samochodzie, machając rękoma do rytmu muzyki. No, ale do czasu. Tamten dzień był bardzo pogodny i ciepły, zresztą to było lato. Inaczej być nie mogło. Naprawdę.. nic nie zapowiadało, że stanie się taka tragedia. Nagle Marcin postanowił wyprzedzić samochód. Nie był on dobrym kierowcą, niedawno co odebrał prawko. Zrobił je kursem przyśpieszonym. Jeździł sporo, ale nie miał takiej wprawy. Poza tym był mało ostrożny. Za pierwszym razem, ledwo co wyprzedził samochód. Ja wtedy doszedłem do wniosku, że on nawet nie zna przepisów drogowych. Ale to była taka myśl przelotna, pojawiła się i zaraz zniknęła..

Za drugim razem również postanowił wyprzedzić samochód. My nie zwracaliśmy uwagi na to jak jedzie, bo byliśmy zajęci rozmowami przez telefon, i innymi rzeczami. To co się stało to nasza wspólna wina. Za bardzo rozpraszaliśmy kierowcę. Mogliśmy być cicho. Tym razem.. postanowił wyprzedzać busa. No i też ledwo mu się udało. Paul w końcu powiedział mu, żeby jechał wolniej, bo kiedyś nie wyrobi na zakręcie. No i tak też się stało. Jechaliśmy z wielką prędkością. Nasza tragedia była nieunikniona. Na nią przyczyniło się wiele zdarzeń. Zbliżał się zakręt, a my jechaliśmy za samochodem ciężarowym. Gdy do niego dojeżdżaliśmy to Marcin nawet nie zwolnił, tylko od razu zaczął wyprzedzać ten samochód. I stało się. nie zauważył zakrętu.. dość ostrego skrzyżowania. Ulica była na wzniesieniu.. i z boku były barierki ochronne. Nawet nie zdążył zareagować, aby kierownicę obrócić. Z taką samą prędkością wyrzuciło nas z jezdni. Wyrwaliśmy barierki ochronne.. i  wjechaliśmy w drzewo. Akurat musiało tam stać te jedyne drzewo. Gdyby nie ono, być może nikt by nie zginął. Walnęliśmy z ogromną siłą. Siedziałem z przodu. Słyszałem tylko ogromny huk. Potem smród. Siedząc w samochodzie.. przebudziłem się. Zacząłem kaszleć.. krztusić się krwią. Uderzyłem się o coś głową, w dodatku, coś z tyłu uderzyło mi w siedzenie z wielką siłą.. i czułem taki ból, że nie mogłem się ruszyć. Podniosłem głowę do góry.. i to co zobaczyłem.. zniszczyło mnie. Zacząłem krzyczeć.. płakać.. wariować. Byłem zalany cały krwią.

Cała szyba została wybita. Szkło leżało wszędzie. Przetarłem twarz.. od krwi.. i wtedy ujrzałem..Lanę. Leżała na masce samochodu, która była całkowicie zniszczona, wgnieciona. Z niej wychodził jakiś dym. Twarz jej była zahaczona o drzewo.. i całkowicie wykręcona. A jej ciało.. leżało na samochodzie. Przecież ona siedziała z tyłu. Zacząłem krzyczeć.. wołać ją. Prosić Boga o cud. 

Obok mnie siedział Marcin. On miał zapięte pasy, ale też zginął na miejscu. Drzewo walnęło z jego strony. Centralnie tuz przed nim. Miał poharatane całe ciało. Z przodu widziałem różne części ubrań, czy nawet ciała. To były drastyczne widoki. Ja się nie odwracałem. Byłem zaklinowany. Miałem pasy zapięte, ale miałem do dyspozycji tylko ręce, które także były pokaleczone. To wszystko co widziałem, trwało zupełnie kilka sekund. Nawet nie minutę. Nie wiedziałem co się dzieję z Tomem i Paulem, siedzieli z tyłu. 

Obudziłem się w szpitalu. Byłem po operacji. Gdy się ocknąłem, byłem przekonany, że to był sen. Jednak znowu zasnąłem. Byłem w śpiączce. Leżałem kilka dni. Ciągle ktoś przy mnie był. Do tej pory.. gdy o tym myślę.. to płaczę. Zapytałem się mamy.. żeby mi powiedziała prawdę, kto przeżył. Ona zaczęła płakać i mnie utuliła. Każdy płakał z rodziny. Lekarze uważali, że umrę, ale liczyli na cud. Moje wnętrzności zostały w środku zbyt bardzo poobijane. Jednak wszystko się zagoiło. Do tej pory mam problemy z kręgosłupem. Nie mogę nosić ciężkich rzeczy, oraz się schylać za długo. Bo potem ciężko mi się wyprostować i muszę rozchodzić cały ból. W dodatku bardzo często mam bóle głowy. Do nich się przyzwyczaiłem. Występują prawie codziennie. No.. ale straciłem to co było dla mnie najcenniejsze. Przyjaciół :(

Ciężko było rodzinie powiedzieć mi prawdę. Ale starsza siostra to z siebie wydusiła. Powiedziała mi, że jak wyjdę ze szpitala to mi wszystko opowie. Tak też się stało. Po kilku dniach leżenia.. wypisali mnie. Wtedy całe wakacje przeleżałem w domu na fotelu, czy łóżku. Gdy wróciłem do domu, to do mnie do pokoju przyszła starsza siostra. Powiedziała mi, że Lana umarła, wraz z Marcinem i Tomem. Ja domyślałem się w szpitalu. Płakałem całe noce. Wiedziałem, że skoro nikt o nich nie mówi, to że umarli, zresztą to co widziałem.. jasno dało mi do zrozumienia. W szpitalu dostawałem leki uspokajające, dlatego byłem obojętny taki, ospały. W domu z dnia na dzień.. cały ból wracał. Płakałem cały czas. Zamknąłem się w pokoju. Prawie każdej nocy.. zaglądałem przez teleskop i patrzyłem się w niebo. Prosiłem Boga.. aby dał mi siłę. Siostra powiedziała mi, że przeżyłem tylko ja i Paul, ale że on jest w śpiączce. Leżał tak kilka tygodni. Chciałem go odwiedzić w szpitalu.. cały czas prosiłem rodziców. Ze względu na mój stan.. oczywiście psychiczny.. zgodzili się. Zawieźli mnie tam tylko raz. Siedziałem chwile przy nim. Rozpłakałem się. Do rodziców moich przyszedł lekarz.. i jakieś leki mi przepisał, kazał im także zapisać mnie do psychologa.

Najcięższe były pierwsze dni, tygodnie, miesiące. Musiałem nauczyć się żyć od nowa, bez moich przyjaciół. Siostra mi powiedziała, że zaraz po wypadku.. rodzice Paula i Lany.. skremowali ciało Lany. Wiem też, że i Marcina także zaraz też skremowali. Toma pochowali po kilku dniach. Walczył cały czas o życie w szpitalu. Lecz nie udało mu się. Został pochowany. Rodzina Marcina wyprowadziła się. Już nie mieszkają tam gdzie mieszkali. Chyba chcieli zacząć wszystko od nowa. Później mama powiedziała mi, że całą rodziną.. byli pożegnać Lanę i Marcina i Toma. Powiedzieli mi, że było mnóstwo ludzi, wiele osób ze szkoły.. przyszło. Siostra starsza powiedziała, że bawiąc się nieźle podczas imprezy.. nagle dostała telefon z domu. Do nas do domu przyszła mama Paula i Lany i powiedziała, że mieliśmy wypadek. Siostra zaczęła płakać.. wypytywać się o mnie. Zaraz wróciła do domu. W drodze powrotnej dowiedziała się, że zginęły 2 osoby na miejscu. Powiedziała mi, że wiadomość szybko się rozeszła i że wiele ludzi.. wtedy zaczęło płakać i modlić się o nas. Na imprezie z znajomych i ze szkoły prawie nikt nie został. W nocy.. udali się na czuwanie.

Tyle.. mógłbym pisać i pisać. Szczerze.. to bardzo często wracam do tamtych wydarzeń. Nauczono mnie z tym żyć. Miałem zajęcia u terapeuty. Chodziłem bardzo często. Nie zapomnę momentu, gdy po raz pierwszy po wypadku zobaczyłem załamanego Paula. Było to w momencie, gdy wypisywali go ze szpitala. Siedział na wózku, ja na niego spojrzałem i zaczęliśmy płakać. Uściskaliśmy się i płakaliśmy. Nikomu tego nie życzę. To najgorszy ból. 

Tyle na dzisiaj. Ja muszę iść. Zostajemy jednak w Polsce do 25 sierpnia. Wakacje są dosyć fajne, inaczej wyobrażałem sobie je trochę, ale jestem zadowolony. Spotykam się z starymi znajomymi, no fakt, nie ze wszystkimi, ale spotykam :) i nie jest to ta 4 z biedronki hehe.. Z nimi w ogóle nie gadam. Jakiś czas temu.. zapukała do drzwi moja szkolna przyjaciółka z kolegą. Była w szoku gdy dowiedziała się, że jestem tutaj. Zrobili mi miłą niespodziankę.

piątek, 10 sierpnia 2012

Powracając do tamtych wydarzeń.. do tamtego cierpienia..

Czym są wspomnienia?
Każde z nich, te większe, jak i te mniejsze,
mają swój kolor, zapach, smak.

     "Stare przeżycia jak bolały tak bolą. Niekiedy nawet bardziej. Bo czas żadnych ran nie leczy. A nieraz jeszcze solidnie nam później dokłada. Czas może tylko uczy nas rozsądniej obchodzić się z bólem, jakoś bandażować te rany. ” 
— Roma Ligocka.

Postanowiłem się przełamać.. i wrócić do tamtych traumatycznych wydarzeń.. tamtego okresu, który został przepełniony bólem. Całe życie.. uczono mnie, że słabości trzeba przezwyciężać.. tak też robiłem.. jednak wtedy.. było zupełnie inaczej. Poddałem się.. całkowicie.. Po raz pierwszy raz w życiu się poddałem.

Stało się to praktycznie 2 lata temu. Był to praktycznie.. normalny dzień.. nie wyróżniający się w zupełności od pozostałych, no ale może pewnym stopniu to jednak miał być inny. Planowaliśmy całą paczką.. udać się na zabawę. Miał być tam każdy, wszyscy nasi przyjaciele ze szkoły, i wiele innych znajomych. Przebudziłem się po 10 rano, telefonem. Dzwonił do mnie Paul z pytaniem, czy może ja z Laną.. zabierzemy się z nim i Marcinem i takim innym kolegą. Mieszkał niedaleko nas - po naszej przeprowadzce.. zaraz i on się wprowadził w nasze okolice, gdzieś tak po kilku miesiącach i był tylko o rok młodszy od nas. Chyba nie przepuszczał, że kiedykolwiek.. spotka go taki los..

Zgodziłem się. Bo tak poprosiłbym mojego tatę, aby nas zawiózł, ale nie chciałem go męczyć. Wróciłby z pracy.. i pewnie chciałby odpocząć. Po tym telefonie, zszedłem na dół i zjadłem śniadanie, przygotowane przez starsza siostrę. Ona też miała być na tej zabawie, ale ze swoimi znajomymi. To nie byle jaka impreza. Tam naprawdę miał być każdy. Pod otwartym niebem.. picie, tańce, wygłupianie się.. przy boku największych muzycznych artystów. Po śniadaniu.. przyszła do mnie Lana. Miałem wtedy 17 lat.. a ona tylko 15 .. Leżeliśmy sobie u mnie na łóżku.. i marzyliśmy.. Planowaliśmy w przyszłości podczas studiów razem zamieszkać. Często tak rozmyślaliśmy. Bylismy tyle miesięcy razem. Z każdym dniem.. nasza miłość stawała się silniejsza. Bardziej głęboka i prawdziwa. Nauczyliśmy się z sobą żyć, aby siebie na wzajem nie krzywdzić. Mieliśmy wtedy wrażenie, że cały świat stoi przed nami otworem. Gdzieś po dwóch godzinach.. poszła do domu, miała pojechać z mamą na zakupy i z Paulem. A ja poszedłem się umyć. Zacząłem się szykować. Młodsza siostra - Judyta też miała tam być, no ale dostała zapalenie wyrostka.. i leżała w domu. Bo była po operacji i dochodziła do siebie. Niby.. nic jej nie było, ale bolało ją jeszcze.. gdy się poruszała. Więc odpuściła sobie. Jednak w Jej oczach.. widziałem, że żałuje tego, że nie może się tam z nami udać.

Każdy był taki podekscytowany.. Przychodziły ciągle smsy, czy będziemy na pewno, i że będziemy się nieźle bawić.. wszyscy. Zbliżało się popołudnie, a do mnie na obiad.. przyszła Lana i Paul. Mój tato był jeszcze w pracy z mamą. Pracowali dość dużo. Zresztą i ja w tamtym okresie też pracowałem. Chciałem uzbierać sobie pieniądze.. na wakacje. W stanach jest taki zwyczaj, że przed studiami.. nastolatkowie.. amerykanie.. wyruszają w podróż po Europie, tzw Eurotrip. Moi znajomi planowali jechać, więc i ja też bardzo o tym marzyłem, a że nie było nas na to stać, to wraz z Paulem pracowaliśmy w pobliskim McDonaldzie. No.. ale tamtego dnia.. miałem niestety wolne :( niestety, bo gdybym ja tam nie pojechał na tą zabawę, to pewnie i nikt z moich przyjaciół tam się nie wybrał.

Zbliżał się wieczór, rodzice wrócili do domu.. dali nam pieniądze.. i kazali się dobrze bawić. Siostra od razu wybiegła z domu i podziękowała. W końcu to ona.. nas niańczyła..więc trochę odprężenia jej się przydało. Podjechali jej znajomi i po chwili wszyscy odjechali. A my mieliśmy jechać z Marcinem. Zrobił niedawno co prawo jazdy i chciał poszpanować. No, ale skoro tak nalegał, to się zgodziliśmy. Rodzice pozwalali mu jeździć ich samochodem. On.. lubił lans. Jeździł samochodem.. nawet do sklepu,. który był na roku skrzyżowania. Mimo wszystko.. lubiliśmy go. Był zabawny. Ciągle się wygłupiał.. No i z czasem, mogliśmy na jego wsparcie liczyć. Stał się nam bardzo bliski. Taka czarna owca w naszym otoczeniu, nawet sam się tak określał. Często nas wkopywał w tarapaty. Eh.. tak mi tego brakuje.. i wszystkiego.. co było kiedyś. Tamte wydarzenia.. zmieniły moje życie diametralnie.

Przyszła po nas pora. Ja, Lana, Paul, Marcin i nasz kolega - Tom , spotkaliśmy się wszyscy pod Marcina domem. Zdziwiło mnie, gdy zobaczyłem, że wychodząc z jego domu, Tom trzyma w ręku piwo. Była mowa, że pijemy tylko tam. Miałem podejrzenia, że pewnie i Marcin pił. Ale on mi zaprzeczył. Zacząłem się z nim kłócić, żeby się przyznał. Bo nie byłem pewny, czy to od niego, czy Toma czuję alkohol. No, ale odpuściłem. Tak nie mogę sobie tego wybaczyć. Zapamiętajcie moje słowa, zresztą nie tylko moje. Jeżeli.. widzicie, że kierowca samochodu pije alkohol, nigdy nie wsiadajcie z nim do auta. ! nawet jeżeli macie podejrzenia. To się wydaje, że nas to raczej nie dotyczy. Ale świat jest obłędny, w każdej chwili może przyjść pora na każdego. Tak było w moim przypadku. To co zobaczyłem na własne oczy.. zniszczyło moją psychikę. :( to czego doświadczyłem, zresztą i nie tylko moją. Nie umiałem do siebie dojść po tym wszystkim. Załamałem się. Wsparcie rodziny, jak i znajomych w tamtym czasie.. było mi i podobnie jak innym przyjaciołom bardzo potrzebne. Jednak.. nadszedł czas.. że miałem tego wszystkiego dosyć. Chciałem być poprostu sam. Eh.

Jadąc samochodem.. było wesoło, radośnie. Mimo kłótni.. to bardzo dobrze się bawiliśmy. Większość drogi śpiewaliśmy. Ja siedziałem z przodu. Zapiąłem pasy. Podobnie jak Marcin i Paul. Nie sądziłem, że reszta tego nie zrobiła. Przez taką głupotę.. straciłem wszystko co miałem. Do tej imprezy.. mieliśmy ponad godzinę samochodem. Czekali tam już na nas wszyscy.. niestety.. nikt się nas nie doczekał......

hmm muszę się pożegnać dzisiaj z wami. Ciężko mi o tym pisać. Tak napiszę resztę, ale już nie dziś. Do mnie.. ból ten cały czas powraca. Nie chcę.. już dzisiaj o tym myśleć.. przepraszam... odezwę się wkrótce.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Podróż po Polsce. Kierunek góry :)

 W końcu mam okazję, aby napisać coś na blogu. Ostatnio nie miałem czasu, bo w domu odbyła się rodzinna kolacja.. która nie przypadła mi do gustu. Nie chcę być nie miły, ale moja rodzina ze strony taty.. robi wszystko, abyśmy zostali w Polsce. Jego bracia podczas kolacji.. powiedzieli, że znaleźli mu dobrze płatną pracę w kopalni. Gdy ja zobaczyłem jak babcia się cieszy pod nosem, gdy tato.. zaczął ich o nią wypytywać, bo oni tam pracują i wiedzą co i jak. Trochę poczułem irytację. Ale nic się nie odzywałem. Mama się patrzyła tylko na tatę i pewnie myślała sobie.. co on o tym uważa. Wiem, że nie mogę być samolubny.. ale mam wrażenie, że rodzice tak się zachowują. Kilka lat temu.. zabrali nas do obcego, całkiem innego świata. Praktycznie z góry narzucona decyzja. Jeżeli teraz.. będą chcieli zostać w Polsce.. to ja się do nich nie odezwę. To będzie nie w porządku. Znowu mam tutaj sobie życie na nowo układać? to trochę bez sensu. Przez to cały dzień miałem zepsuty. Jeszcze babcia mnie wkurzyła.. bo zaczęła się mojej mamy wypytywać.. czy mi to nie przeszkadza, że Paul jest inny.. że jest ciemny. Wkurzyła mnie. Jest stara, a taka wścibska.

Na szczęście szybko się tamten dzień skończył. W dodatku jeszcze przed tym rodzinnym spotkaniem.. wraz z Paulem i moim młodszym bratem i tatem.. udaliśmy się do sklepu na zakupy do biedronki. Siostry sprzątały w domu, a mama gotowała w kuchni. A tam.. niespodzianka. W trakcie zakupów spotkałem swojego starego przyjaciela i przyjaciółkę. Stojąc przy półce z słodyczami.. dostrzegłem ich. Podszedłem z Paulem do nich i powiedziałem 'oo cześć Wam'.. i tak się uśmiechnąłem do nich. A oni mnie olali. Eh.. szkoda gadać. odwrócili się i nawet nic.. zero reakcji. To spoko.. nie będę płakać z tego powodu. Bylismy tam godzinę.. tyle nakupowaliśmy. A ja Paulowi opowiedziałem, że to właśnie byli moi przyjaciele, ale na szczęście nie wszyscy.

Rozmawiamy we dwoje zawsze po angielsku, a na nas tylko dziwnie ludzie się patrzą. Miałem tego już dosyć. Paul powiedział mi, że moi znajomi się co chwile odwracali i patrzyli na nas.. i śmiali się. Wtedy zupełnie ich olałem. Gdy wyszliśmy ze sklepu i siedzieliśmy w samochodzie, praktycznie już odjeżdżaliśmy, to nagle zobaczyłem że 2 moich innych znajomych.. wbiega centralnie do biedronki. Gdy już wyjeżdżaliśmy z parkingu.. to nagle cała 4 wybiegła dosłownie ze sklepu. Chyba liczyli na to, że nas zobaczą i się pozbijają.

W domu zaczęliśmy pomagać mamie. Nagle ktoś zaczął robić sobie żarty i z 2 razy zadzwonił do drzwi i uciekł. Ale tak już bywa.. Jeden z gorszych dni. Cieszył mnie jedynie fakt, że następnego dnia mieliśmy wyjechać w góry. No i tak się stało. Wsiedliśmy w 2 samochody i ruszyliśmy. Jechał z nami także wujek. Ja siedziałem w samochodzie z Paulem i wujkiem i z jego 2 dzieci. No ale.. :D gdy dojechaliśmy.. to ja czułem się tragicznie. Bolała mnie ciągle głowa i brzuch. Dobrze, że chociaż Paul bawił się dobrze :) bardzo chciałbym, aby wspominał ten pobyt w Polsce bardzo dobrze. Powietrze i ciśnienie w górach mi nie służy. No ale na szczęście wracamy do domu :) Mieliśmy jechać nad Morze, ale niestety rodzicom coś wyskoczyło. Udamy się innym razem:) .. rozmawiałem.. z rodzicami o powrocie do Nowego Jorku, a oni powiedzieli, że będziemy musieli wrócić w połowie sierpnia jednak. Długo nie zostaniemy. Spadł mi kamień z serca. Jednak nie zostaniemy tutaj. Nie wiem, po co reszta rodziny.. miesza się w nasze sprawy. Wiem, że moi rodzice też tęsknią za bliskimi.. . no ale w takim razie.. powinni liczyć się z tym, gdy się wyprowadzaliśmy.

Wybaczcie, że tak narzekam.. Liczę, że mnie zrozumiecie. Teraz jedziemy do Łęcznej, ale później znowu do Zamościa do dziadków. Tam zostaniemy przez kilka dni. Uwielbiam to miasto :) tam tak życie wolno płynie. Postaram sie odezwać wkrótce. 3majcie się !

piątek, 3 sierpnia 2012

Grill rodzinny. Drugi dzień w Polsce :)


Witajcieee ! jestem taki szczęśliwy. Nie sądziłem, że tak odnajdę się tutaj w Polsce po tak długiej nieobecności. Jednak jest super. Najpierw opiszę cały dzisiejszy dzień, a później wrócę do bardzo ważnych dla mnie rzeczy :D takich bardziej organizacyjnych.

Wczoraj wieczorem pojechaliśmy do Zamościa do dziadków. Robiliśmy razem grilla. Z Paulem i rodzeństwem zaczęliśmy pakować prezenty dla bliskich.. każdemu kupiliśmy jakiś upominek z Stanów. Rodzice natomiast szykowali jedzenie na grilla. Tak zleciał cały dzień. Trochę zajęć mieliśmy. Po tym wszystkim ruszyliśmy w drogę. Cały cza śpiewaliśmy piosenki z młodszym rodzeństwem. Paul ich rozbawiał. Dojechaliśmy po dłuższym czasie.. bo co chwile zatrzymywaliśmy się.. bo coś samochód się psuł :D i trochę musieliśmy go popchać. Ale nie było takiej siary, bo w koło były same pola i lasy :) ale takie piękne widoki że hej... :D Gdy byliśmy na miejscu.. to tam przywitała nas cała rodzina ! dosłownie. Nie spodziewaliśmy się tyle ludzi. Zrobili nam niespodziankę.

Dziadkowie rozłożyli ogromny namiot. Po kolei ze wszystkimi się uściskaliśmy, a ja co chwile przedstawiałem Paulowi moją całą rodzinę. Młodsze dzieciaki dziwnie się na niego patrzyli, nigdy nie widzieli czarnego chłopca. Ale na szczęście on jest bardzo wyrozumiały, mu to nie przeszkadzało. I tak w większości nic nie rozumiał, bo on nie zna języka polskiego. Tylko tyle co ja go trochę nauczyłem. Oczywiście babcia sie popłakała.. nawet dwie :D była rodzina z dwóch stron... od mamy i taty. Tyle wujków i ciotek i małych dzieci.. hehe. Aż poczułem.. że coś straciliśmy.. pewien kawałek z życia.. jakby na jakiś czas uciekło nam życie. Nie widzieliśmy tego.. jak naszej rodzinie się wiedzie, jak inni dorastają. Wtedy zrobiło mi się szkoda.. Ogólnie to na początku z Paulem i moją młodszą siostrą lataliśmy i ganialiśmy wścibskie bachory :D nie no żartuje, tak na serio bawiliśmy się z nimi w chowanego. Wyobraźcie sobie.. stado dzieci ^^ było ich ponad 20. Mamy wielką rodzinę. Połowa nie piła.. bo miała zamiar wracać do domu. No.. ale ja z moim przyjacielem.. nie odmówiliśmy sobie. Moi rodzice są otwarci.. nie mają nic przeciwko piciu. Wolą, żeby pić w domu przy rodzinie.. niż chodzić po ulicy i się ukrywać :P No.. i trochę za dużo wypiliśmy :D

Jak zawsze.. :) wujkowie zapuścili disco polo z starego magnetofonu. I zaczęło się tańcowanie. Niczym jak na starym weselu hehe.. Co najlepsze.. to tańczyliśmy tak do 3 w nocy. Ja trochę położyłem się spać.. bo za bardzo kręciło mi się w głowie. Ale zaraz wstałem. Cieszyłem się, że Paul się dobrze bawił. W oko wpadła mu moja siostra cioteczna. Ale ona niestety ma już męża hehe.. ale jest od nas tylko o rok starsza. Zaskoczyło nas to, że także i my dostaliśmy od rodziny prezenty. Wszedłem do namiotu.. a tam moi rodzice.. jeszcze siedzieli i rozmawiali z rodzeństwem swoim i dziadkami. To było fajne :) tacy szczęśliwi.. i w końcu mogą wypocząć. Ja zasnąłem. Obudziłem się po 16.. gdzieś tak. Wcześniej się przebudzałem, ale to na chwilę. Byłem zaskoczony, że rodzice nadal na nogach ^^ gadali i gadali. Paul spał też.. był padnięty. W końcu wieczorem.. rodzice.. powiedzieli, że już jedziemy do domu. Tak się żegnali i przytulali z bliskimi.. jakby mieli ich już nie zobaczyć :P No ale zaprosili ich jutro do nas.. na kolację. Więc.. czeka nas pracowity dzień.

W domu.. z Paulem usiedliśmy przed telewizorem na kanapach :D i zaczęliśmy pić mnóstwo picia :D tak się źle czuliśmy. Co chwile piliśmy colę przez rurki.. i podjadaliśmy chrupki. Oglądaliśmy cały wieczór telewizję aż do niedawna.. Igrzyska Olimpijskie :D i Polska dostała dwa złote medale.. hehe.. no to super :) życzyć tylko dalszych sukcesów.

A teraz chciałem Wam podziękować za takie wielkie wsparcie i zainteresowanie blogiem ! Jestem pełen podziwu :) W ciągu niepełnego miesiąca blog obejrzało aż  10tys osób. Pomyśleć.. co będzie dalej.To dla mnie znaczy bardzo wiele.
Te wszystkie wasze wiadomości. To sprawia.. że czuję się naprawdę ważny. Mam nadzieję, że uda mi się tego bloga prowadzić jak najdłużej. A chciałem poruszyć także temat.. spotkania ze mną. To jest bardzo fajny pomysł i chciałbym go zrealizować.. ale nie teraz. Mam za dużo planów wraz z rodziną. Jutro rodzina ma się zjechać.. a za 2 dni jedziemy razem w góry. Chciałbym Paulowi pokazać jak najwięcej. A ucieszyło mnie to.. gdy powiedział, że ta wiejska impreza.. była niesamowita.. i że nigdy na takiej jeszcze nie był. Bardzo mu się podobało.. i ciągle mi tylko o niej mówił. :) Ja uciekam.. pora kończyć. Może napisze jutro. 3majcie się !

czwartek, 2 sierpnia 2012

Jestesmy w Polsce !


Stało się .. ! :) wczoraj przylecieliśmy do Polski. Byłem taki podekscytowany, ciekawy.. i w dodatku niespokojny. Jednak to co zauważyłem.. spowodowało we mnie radość. Ta polska przyroda.. pogoda.. budynki. Wszystko się zmieniło, a może ja poprostu o tym wszystkim zapomniałem.. być może za bardzo wczułem się w klimat Nowego Jorku. Podobnie jak Paul.. był pod wrażeniem. Myślał, że w Polsce jest o wiele zimniej.. bo wiedział, że leży ona niedaleko Rosji hehe.. W ogóle.. domy, przyroda zaskoczyły go. Nie tak sobie wyobrażał ten świat. Tutaj tak wolno płynie czas.. odparł :)

Wczoraj już po południu byliśmy w Zamościu. Wynajęliśmy busa, aby nas dowiózł na miejsce z naszymi bagażami. Najpierw pojechaliśmy do dziadków.. rozmawialiśmy bardzo długo.. opowiadaliśmy im o życiu w Stanach. Gdy nas zobaczyła babcia z dziadziem to się popłakali. Tyle mnie przytulali, zresztą nie tylko mnie. Gdzieś po 20 Paul zasnął, a ja siedziałem.. Moje rodzeństwo też siedziało i rozmawialiśmy. Byliśmy tacy zmęczeni. Późnym wieczorem.. postanowiliśmy pojechać do domu do Łęcznej. Babcia nie chciała nas puścić, ale moi rodzice i tak są uparci. Później przyjechała reszta rodziny. I wszystko się tak przedłużało. No, ale wyruszyliśmy w końcu w drogę. Jedyne.. czego marzyłem to dotarcie do starego domu. Tak bardzo chciałem położyć się na swoje łóżko. Wszyscy w samochodzie pozasypiali, nawet ja hehe :) No i stało się. Dojechaliśmy. Szybko pozabieraliśmy swoje bagaże i wbiegliśmy dosłownie do domu. Moja mama się popłakała.. te wszystkie wspomnienia gwałtownie wróciły. Z Paulem zabraliśmy swoje rzeczy i poszliśmy na górę do mojego pokoju. W domu na szczęście było czysto:) bo raz na jakiś czas przyjeżdżali tutaj dziadkowie, aby posprzątać i wywietrzyć dom. Dlatego najpierw pojechaliśmy do nich, aby odebrać klucze do mieszkania. Tyle wrażeń tego jednego dnia..

Wszystko tutaj wygląda inaczej. Wiele rzeczy się rozbudowało. Będąc w Polsce.. zatrzymaliśmy się w Warszawie i trochę pozwiedzaliśmy.. nie zapomnę.. jak Paul się tym wszystkim zachwycał. Ciągle się rozglądał.. a co najlepsze to powiedział, że nigdzie nie widział ładniejszych dziewczyn. Bardzo podobają mu się blondynki hehe ^^ nawet po angielsku do niektórych zagadywał. Wiele nie mogliśmy zwiedzić, bo byliśmy ograniczeni. Długo tam nie byliśmy, kupiliśmy coś do jedzenia na drogę ciepłego i zaraz tez ruszyliśmy. W busie.. jak wracaliśmy to z Paulem się wygłupialiśmy i śpiewaliśmy głośno piosenki :D okna pootwierane, a gdy gdzieś się zatrzymywaliśmy to ludzie się na nas czaili :D

Wstałem dzisiaj po 10. Paul już o wiele wcześniej. Pojechał z moimi siostrami i rodzicami zrobić zakupy. On wśród mojej rodzinie czuje się swobodnie. Tyle lat.. dzień w dzień widywaliśmy się.. albo to u mnie, albo u niego. Jest to otwarty człowiek na wszelkie znajomości. Jeszcze nie wrócili hehe.. a ja czekam na nich i czekam. Niedawno dzwoniłem i powiedzieli, że zaraz będą wracać. Powiedzieli, że co chwile ktoś ich zagaduje..Ludzie pewnie są w szoku, że wróciliśmy :D Natomiast dzisiaj zaraz zrobimy obiad. Ja trochę posprzątałem po wczorajszym. Pochowałem nasze ubrania.. i wieczorem planujemy wracać do Zamościa. Nasza cała rodzina ma się zjechać i mamy zrobić ogromnego grilla. Każdy nie może się doczekać, aż przyjedziemy. Moja siostra cioteczna już dzwoniła dzisiaj do mnie 2 raz. Trochę pogadaliśmy. Przez te 4 lata każdy się zmienił, i to w każdym sensie. Wygląd, charakter. Możemy się już nawet nie poznać. A mnie nadal nachodzą myśli.. o moich starych znajomych. Jestem ciekawy jak się pozmieniali, co u nich słuchać.

O właśnie przyjechali.. to ja na moment uciekam.. lecę pomóc im zakupy przynieść do domu. No dobra ja już jestem, ale i tak uciekam. Napiszę tak w skrócie do osób, które proszą mnie, abym opisał o wypadku. Jednak ja nie jestem na to gotowy. Nie teraz. Nie chcę popaść w smutek, znowu wrócić do tamtych wydarzeń. To był ciężki okres, w dodatku bardzo bolesny. Myślę, że na to przyjdzie pora. Wszystko w swoim czasie. A teraz chcę się cieszyć wakacjami. Pozdrawiam i uciekam :)